Sierpniowy Balaton pstrykany „małpką”

Nie będą to wszystkie najlepsze zdjęcia z Heviz i Keszthely. Nie jestem w stanie ślęczeć nad kilkoma GB pamięci. Niech zatem będzie to część pierwsza, w której poznajemy miasteczka (w zasadzie miejscowości turystyczne); w pierwszym znajduje się największe w Europie jeziorko termalne (walące zgniłym jajem i okrutnie głębokie, ale za to cieeepłe), drugie zaś położone jest nad Balatonem (jeziorem tak ogromnym, że w głowie ciężko pomieścić):

Heviz

Heviz

Na obrzeżach.

Na obrzeżach.

Jarzębina

Jarzębina

I kawał pięknego nieba.

I kawał pięknego nieba.

Kobieta typu Manekin.

Kobieta typu Manekin.

I kot. Nareszcie jakiś przymiluch. Nie przypomina trochę Bazyla?

I kot. Nareszcie jakiś przymiluch. Nie przypomina trochę Bazyla?

Kościół ewangelicki przy ratuszu

Kościół ewangelicki przy ratuszu

Wariacje na temat.

Wariacje na temat.

Rusałka w fontannie.

Rusałka w fontannie.

I, jak na prawdziwych patriotów przystało, mnóstwo pomników.

I, jak na prawdziwych patriotów przystało, mnóstwo pomników.

I tu.

I tu.

I tu.

I tu.

I jeszcze tutaj. Baardzo symbolicznie.

I jeszcze tutaj. Baardzo symbolicznie.

Znaczne nagromadzenie.

Znaczne nagromadzenie.

_________________________________________________

A tutaj już Keszthely.

A tutaj już Keszthely.

Pyfko. Spoko, miewałam już głupsze zdjęcia.

Pyfko. Spoko, miewałam już głupsze zdjęcia.

Profeszynal Fotoszut, profeszynal tap madl. Znajdź dziesięć różnic.

Profeszynal Fotoszut, profeszynal tap madl. Znajdź dziesięć różnic.

Przy dzikiej plaży.

Przy dzikiej plaży.

I już w centrum.

I już w centrum.

Jeszcze trochę pochmurnego nieba.

Jeszcze trochę pochmurnego nieba.

Łabądki podpłynęły do nas tak blisko, że nagraliśmy je z wrażenia w HD.

Łabądki podpłynęły do nas tak blisko, że nagraliśmy je z wrażenia w HD.

Żabie ninja.

Żabie ninja.

Dla równowagi: jeszcze trochę flory.

Trawy przy molo.

Skoro wracam zaraz na studia, zbiorę się zapewne, by pokazać jeszcze parę miłych miejsc. Na pewno nie ma sensu zamęczać człowieka setkami małpiatek. Żałujcie po prostu, że was tam nie było.

Reklamy

Koty budapeszteńskie

Na Cytadeli.

Na Cytadeli.

Przeglądałam dziś rano karty pamięci. Znalazłam kilka zdjęć, którymi chcę się podzielić. Ja Budapeszt zapamiętam w takich właśnie migawkach.

Na początek… Papryka!

Dziób z Walking In My Shoes
Dziób z Walking In My Shoes
To jest śniadanko...

To jest śniadanko...

Rorq - paprykowy nos

Rorq - paprykowy nos

Paznokciowe brwi, paprykowy ryj

Paznokciowe brwi, paprykowy ryj

Pomniki? Wersja alternatywna.

Apple madziar werszyn
Apple madziar werszyn
W metrze (czerwona linia)

W metrze (czerwona linia)

Pan wiewiór.

Pan wiewiór.

Lećże.

Lećże.

Miłe zakątki

Galeria osobliwostek

Galeria osobliwostek

Tundra zimą

Tundra zimą

Moulin Magyar

Moulin Magyar

Okna (z dedykacją dla Gigi Jones)

Okna (z dedykacją dla Gigi Jones)

Instytut Goethego

Instytut Goethego

Instytut Polski

Przecież podpisany...

Ludki na chodnikach i znakach drogowych obowiązkowo z teczkami i w kapeluszach

Ludki na chodnikach i znakach drogowych obowiązkowo z teczkami i w kapeluszach

Widok na Parlament z Baszty Rybackiej (takiej disney'owskiej)

Widok na Parlament z Baszty Rybackiej (takiej disney'owskiej)

Kawałek Baszty

Kawałek Baszty

Widoczki z tramwaju

Widoczki z tramwaju

Fragment Placu Tysiąclecia (u zwieńczenia żółtej linii metra)

Fragment Placu Tysiąclecia (u zwieńczenia żółtej linii metra)

Muzeum Terroru

Muzeum Terroru

Dworzec kolejowy (tak, tam też był peron 9 i 3/4)

Dworzec kolejowy (tak, tam też był peron 9 i 3/4)

Jeszcze więcej okien.

Jeszcze więcej okien.

Przy Statui Wolności

Przy Statui Wolności

Kwiacia-ręka

Kwiacia-ręka

Żółte metro: bardzo płytkie, bardzo stare i przepiękne...

Żółte metro: bardzo płytkie, bardzo stare i przepiękne...

Światła na Andrassy utca.

Światła na Andrassy utca.

I jeszcze smaczki!

Galeryjka

Galeryjka

Koniki morskie (genderowi przyjaciele :))

Koniki morskie (genderowi przyjaciele :))

Torba z taką grafiką miasta to jedna z rzeczy, której nie moglam sobie odmówić.

Torba z taką grafiką miasta to jedna z rzeczy, której nie moglam sobie odmówić.

Akcent winobraniowy.

Akcent winobraniowy.

Wszędzie wyhaczę Liszta. Czytane: list. Błagam, pamiętajcie.

Wszędzie wyhaczę Liszta. Czytane: list. Błagam, pamiętajcie.

Żubrówka, panie...

Żubrówka, panie...

Mozaikowy dach Kościoła Św. Marcina odbijający się w szybach Hotelu Hilton

Mozaikowy dach Kościoła Św. Marcina odbijający się w szybach Hotelu Hilton

Jeż. Naród Madziarski ma jakąś korbę na jeże. Rorq zresztą trochę też.

Jeż. Naród Madziarski ma jakąś korbę na jeże. Rorq zresztą trochę też.

Tygiel kulturowy. Co ciekawe, dziewuszka stała tak przez dobrych kilka minut.

Tygiel kulturowy. Co ciekawe, dziewuszka stała tak przez dobrych kilka minut (nie, to jednak nie laleczka).

Post scriptum: kłaczywo.

Pamiętacie jak szukałam farby w kolorze rudego blondu? Producenci postanowili sobie ze mnie zakpić i wcisnęli ją w tubkę z jasnym blondem. Ten na zdjęciu jest właściwie idealny, ale nie. Musiałam diametralnie zmienić odcień i postarzyć się, zdaniem Oli, o jakieś pięć lat...

Pamiętacie jak szukałam farby w kolorze rudego blondu? Producenci postanowili sobie ze mnie zakpić i wcisnęli ją w tubkę z jasnym blondem. Ten na zdjęciu jest właściwie idealny, ale nie. Musiałam diametralnie zmienić odcień i postarzyć się, zdaniem Oli, o jakieś pięć lat...

Przynajmniej humor nam permanentnie dopisuje.

Przynajmniej humor nam permanentnie dopisuje.

A o co zacz z tym tytułem? Prawda jest taka, że zwierze futerkowe nie występują watahą ani w Budzie, a tym bardziej w Peszcie… To macie Shari i Rorq’a. A co!

Nowe fokarium niecnych pakoludzi

Co nowego? Ano, trochę. Po pierwsze: nowe dane osobowe. Tak, dane… Nie osłabia już imię, za to nazwisko bawi. Cudowne trzy tygodnie wakacji, na jakie można było sobie pozwolić. Poza tym: niedługo przyjaciółka wychodzi za mąż. Rozumiem nerwy.

W Budapeszcie, poza widokami, mnóstwo snów, psychodelicznych. Co jeden to lepszy, a każdy nadaje się na bazę do powieści. Rorq zazdrości i podrzuca do czytania wariatów. Trzeba zajrzeć.

Jeśli zaś chodzi o twarzowe: jestem na etapie poszukiwań rudego blondu. Obecny karmel/cośtam jest chyba najbliższy. I pazury w tonacji morskiej zieleni. Jakże wiele jest łączliwości z fokami.

Choćby jedzenie ryb: wg Rorqa to jadam, bo i foki jadają. A gdyby foki/foczki/foczusie jadły kurczaki? Trudno stwierdzić na sto procent.

A  nowe fokarium to nie zmyłka ani prowokacja. Zarezerwowane, dziś. Na bank – poczekamy sobie na kredyt zaufania. Nie bierzemy jeńców ani posłańców. Jeśli nie poślą nam pozytywnej decyzji, poślemy ich do diabła.

Były pociągi – była śmierć, ale była radość, bo był Hel

A co my sobie będziemy?! Film zrobimy! Materiały są, został nam montaż i narracja. Może Krysia Czubówna chciałaby nam pomóc? W końcu to z kamerą wśród zwierząt! Fok i kotów. Przepiękne widoki, których nie odda żaden film o trzeba tam być), ale przynajmniej dowiecie się, jak nasze wrażenia i to bynajmniej nie z fejsbuka rorqowego.

Co by tu jeszcze? Zjarany pysk. A nawet dwa, ale na porcelanowej cerze dużo lepiej widać malinowe wypieki. Foki cudne. Pierwszy raz na żywo zawsze chyba jest zapierający… Półwysep Helski nad Zatoką Gdańską to po prostu coś nie do opisania. Błyszcząca woda z obu stron, mnóstwo jodu, mewy, koty drzemiące na łodziach… Gratka. I oczywiście coś, co na moment pozwoliło mi oderwać się od marzeń o lofcie: Apartamentowiec FOKA!!! Ceny kupna – zabójcze, ale to w końcu nadmorskie kliteczki, więc superokazja.

Chcę, by było jasne: naprawdę robimy reportaż. Rzadko może jestem miła, za to zawsze szczera. I co prawda z podróży wrażeń jest więcej niż z samego Helu, ale przecież w pociągach, na dworcach i w miejscach, gdzie nie chciałabym znaleźć zwłok swoich wrogów, spędziliśmy w sumie 30 godzin, zaś na Helu tylko 11. Nie żałuję, będą konteksty, by lepiej rozprawiać w ElectroHead i na filolo. Tak oto podróż przedślubna pozwoliła spełnić jedno z moich wielkich, obłąkańczych marzeń (nie będę  już smęcić, że to tam miał być miesiąc miodowy). Wyjazd warty był wszystkich tych nerwów, strachu przed kibicami, marznięcia na dworcach, stania na jednej nodze przez osiem godzin w pociągu i debatowania z dresem, dlaczego to nie może puścić sobie w przedziale szmiry z telefonu (bo nie miał słuchawek, a myśmy nie pożyczyli, bo cudzych parchów nie lubimy), bo była też i kawa z automatu za 4,30 (BTW najdroższa w moim życiu), przerwa techniczna banku (terminale nie obsługiwały kart), spanie wczesnym popołudniem na plaży i zachlapane nogawki spodni, bo foki się sturlały do wody z kamyka metr od nas. A wszystko to wspomnienia. I będzie co dzieciom opowiadać. I będzie co dla polskiej kinematografii zachować. Nota bene, materiał godny Pulitzera.

Proszę, bądźcie cierpliwi. Tydzień powinien wystarczyć na montaż i załatwienie jakiejś szychy jako czytającego. Może jakieś typy? Niestety, Gustaw Holoubek  odpada. Ale za to John Cleese to byłaby gratka.

(wybaczcie jakość)