Coma po zielonogórsku (trasa z Czerwonym Albumem)

Coma

Coma.

    [Zabierałam się do tego wpisu o wiele za długo. Czas zatem się ogarnąć...]

18.11.2011, Kawon, Zielona Góra. Cena biletu do przeżycia. Na scenie pokolorowanej światłem czterech dziwnie wymalowanych facetów (co nawet widać na niektórych zdjęciach). Tłum szaleje, a ja, z racji tej, że jestem na Comie już czwarty raz, czekam, co to będzie…

Grają nową pieśń z nowego, Czerwonego Albumu. Drugą, piątą, dwunastą. Ja się pytam: o co zacz i gdzie inne albumy?

Głupio tak przecież przyjść i nie usłyszeć, że Roguc nie wierzy sk**wysynom…

Coma od frontu

Coma od frontu

Antrakt. Okazuje się, że to wszystko to dopiero początek; Panowie pójdą się umyć, a czas będzie nam umilał pewien człowiek, bardzo zdolny, Łódzkie odkrycie, niejaki King

Ekhem! Człowiek z keyboardem, grajek rodem z potańcówek weselnych. Te kilka kawałków bardzo raniło moje uszy. Jednakże gdy zaintonował polską wersję „hitu”: Seksualna Niebezpieczna, mina zrzedła mi na widok kilkudziesięciu osób, radośnie kiwających się w takt…

Wersja karaoke (gdybyście mieli ochotę zrobić bibkę na chacie): http://www.youtube.com/watch?v=70DDYRMmCOU&feature=related

Ale chwila, chwila. Znów się zaczyna…

Malowanie światłem; Coma w Kawonie

Malowanie światłem; Coma w Kawonie

– Dzięki za tak ciepłe przyjęcie naszego kolegi! Jak słyszeliście, zaprezentował on covery z naszych poprzednich albumów.

Spadam, Zbyszek, Trujące rośliny, System czy Listopad to tylko kilka z kawałków części trzeciej. Dla fanów starych albumów wreszcie to było coś, czym się można było ponacierać…

Koncert

Bardzo na plus. Wreszcie usłyszałam Roguckiego, który śpiewa (jak to było kilka lat temu, gdy Coma prezentowała materiał z pierwszego albumu we wrocławskim klubie Od Zmierzchu do Świtu), a nie drze się czy melorecytuje, jakby trwając w transie, przestępując z obłędnym wzrokiem z nogi na nogę (co miało miejsce choćby dwa i trzy lata temu). Widać, że się postarali.

Czerwony Album

Od początku wiedziałam, że nie zapalam do niego taką miłością, jak do Zaprzepaszczonych sił…, jednakże jeśli mam ocenić nową produkcję Comy: jest baaardzo koncertowa. Teksty może nie powalają (jak choćby znienawidzony przez Rorqa kawałek: http://www.youtube.com/watch?v=CIXNLAzVlF8), ALE to wciąż jest rock/metal. Nie ma tu mowy o popie, dubstepach ani inszym electro. Muzycznie wciąż jest bardzo dobrze. Co prawda styl Comy zamyka się w zasadzie na kilku pokochanych przeze mnie niegdyś riffach, specyficznej harmonice i frazowaniu, lecz to jest przecież takie ichnie, tak samo jak sposób werbalnego obrazowania świata. Za to się ich albo kocha, albo lajkuje stronę na Fejsie w stylu:

nienawidzę COMY i ich pseudopoetyckich grafomańskich tekstów (https://www.facebook.com/pages/nienawidz%C4%99-COMY-i-ich-pseudopoetyckich-grafoma%C5%84skich-tekst%C3%B3w/359614241055)
 

 Podziękowania

Dla Rorqa ofkoz, że dal Comie kolejną szansę i się nie zawiódł (zabawa była wszak przednia), a także za zdjęcia.

(A właśnie, żeby nie było, że mnie tam nie było; oprócz świadków, mam jeszcze poniższe: foty w pełnym, gotyckim makijażu i w spranej koszulce Iron Maiden –> jak na klimatowy koncert przystało).

Moi.

Moi.

Chyba płynie najbardziej; na koniec: http://www.youtube.com/watch?v=nqxzzVkxOUs&feature=related

[PRZEPRASZAM ZA WSIURSKIE LINKOWANIE - LUB JEGO BRAK - WORDPRESS ODMÓWIŁ WSPÓŁPRACY]

Bazia vs. Fokka (niusy co godzinę)

Się porobiło. Rudo-biała kotka o islandzkim imieniu jest z nami. Po wczorajszym wieczorze, ofuczanym obustronnie, odbyła się eksploracja łóżka, walka o poduszki z wkładką (mamą i tatą). Bazia wygrała, więc Fokka, posiłowawszy się na spojrzenia, zajęła salon, kuchnię, łazienkę i Rorqa. Ale i tak dumna jestem z Bazi.

Fokka na Fejsie

9:00 Fuczą, a jakże. Bazia cały czas pilnuje łóżka, które po nieprzespanej nocy odbiła Foce. Fokka zaś, jak się okazało podczas robienia kawy, gardzi wodą, za to na mleko ma fiksację. Teraz biją się na spojrzenia z kanapołóżek w obu pokojach. Cóż więcej dodać? Ano, rudzielec liże. Lizać ludzi uwielbia. Po rękach, nogach, nieistotne.

10:00 No więc siedzę sobie z kawką. Bazia z sypialni mruga do mnie porozumiewawczo, ale leży. Fokka w saloniku. Skulona – śpi. Wreszcie obie obie padły i było cicho. Słuchamy sobie tak w trójkę Depeszów. F. poderwała głowę, gdy usłyszała Enjoy the Silence, ale padła znów. Pewnie całą noc trwała wojna podjazdowa, więc się nie dziwię. Hm, ostatnio Bazia miała pretensje, że wychodząc z domu, wyłączam IAMX, a dziś DM. Muzyka łagodzi obyczaje?

11:00 Spięcie chwilowe było na balkonie. Jednooki pirat na parapecie; foczydło w różowych szelkach na zapoznaniu. Stanęło na tym, że Bazia siedzi przy otwartym oknie w sypialni (skacze z niego na balkon i z powrotem), zaś Fokka zapija smutki trzecią miską mleka. Ciasteczkiem do mleka gardzi jednak. Niech będzie.

12:00 Zafejsiło. Nic to. Tak sobie zmywam podłogę. Aha, pamiętajcie o wsadzaniu węża pralkowego do wanny. Więc porządki. Koty przerażone odkurzaczem, napuszone na mnie, na siebie, na zmianę chodzę i się tulą. Niewzajem. Myślałam, że się w strachu przedodkurzowym zjednoczą, ale nieeee. Lepiej burczeć. Kompulsywne mleko i siedzenie na zewnątrz parapetu (Marek, przepraszam, pewnie jesteś bliski zawału…) jakoś daje radę. Fokka śpi, Bazia oblazła toto wokół i przyszła na biurko. Myje się. Nigdy nie pojmę tajemnicy kociej myjko-łapy twarzowej, białej, rozmiar uniwersalny. Y, wiem, po co przyszła. DM przestało grać. O, już. Kot jak żaden inny. Nawet o niewziętym do pracy laptopie przypomni. Niuch ciekawski. Ciekawe, kiedy będą razem balować…

13:00 Okazało się kilka rzeczy. Po pierwsze:  Miałem dla Ciebie ciasteczko, ale je zjadłem w przypadku rudzielca nie byłoby wcale na wyrost; Fokka jednak nie pogardziłaby takim maślanym, sam zapach ją „nakorbił”; po drugie: rorqowe, wczorajsze Zepsuliśmy Bazi radość z rui to najszczersza prawda, wije się na parapecie jakoś tak niemrawo… I po trzecie: w redakcji awaria prądu; a mówiłam, że w dziale IT powinny stanąć klatki, piętrowo, a tam kółka z chomikami – takie niby zasilanie awaryjne.

14:00 Koty się przemieszczają. Kuchnia-łazienka-inne-takie-pomiechy. Bazia dostała wacika, więc świat chwilowo przestał dla niej istnieć. Foczulla pije mleko, kradnie okruszki z pudełka na ciastka, a w kuwecie klocki, pomału robi się tetris. Stresa mam po telefonie od Rorqa, bo okazało się, że mamy gości za kilka godzin (Rodzina Lekarzy: Doktor i Doktorka mieszkający z dwojgiem kocich dzieci: Hy.. Chy…cka – nigdy nie wiem, czy to od Hycla, czy od Chodzenia w pionie; oraz Durin, spolszczona wersja imienia: Klusek). Ale będzie cyrk. Trzeba wylizać chatę, potem zaś kocie płaszcze, rudy i bury, będą łopotać między gośćmi… Nie wiem, czy to jeszcze herbata urodzinowa, czy już bardziej „pępkowa”. Jeny, to koty mają pępki???

15:00 Czy pisałam już, że Fokka oblizuje nasze ręce i nogi? Tak właśnie jest, jak tylko widzi okazję, mam całe ręce w ślinej glazurze. Bazia przydreptała z lodówki (od wczoraj to jedyny azyl, bo rudzielec nie wskakuje na obiekty meblowe) na blatbiurko, Foczy zad chciał spocząć na którymś z foteli, ale starsze dziecko się wydarło, że nie wolno. Focze spacyfikowane. Obie zachowują się neurotycznie; ni to kocia blaza, ni iście ludzka chęć do życia. Pół biedy, że obie do ludzi są przymilne. Kiepski ze mnie mediator…

16:00 Oho! Zaczęło się chyba wreszcie. Mocniej zabiło kocie serce. Może jeszcze dziś wieczorek zobaczymy z Rorq’iem i Doktorami walkę bokserską? Fajtfajtfajt!!! Ruda foko-lizawka nie daje nic w domu zrobić (porządki dzisiaj to jak krew z nosa). Albo płacze za mlekiem, albo liże… Możnaby w ten sposób przyoszczędzić trochę na wodzie? Hm. Rękawice poszły w ruch. Wyczuwalne napięcie. Już wiem, znów przecież nie gra muza spod szyldu: D[obre piosenki a] M[ordy-niewypał!]. Tajemnica Poliszynela rozwikłana. Fajne to koty.

17:00 Ostatnie już dziś info z frontu. Frontu?

No, że z domu. Każdy kot ma po śpiochu w oku. Ale pewnie nie dadzą spokoju. Mi, sobie. Szczwane są to liski. Głaskać obu się nie da. Skłócać ludzi jest nawet zabawnie, ale koty to koty. ,,Skakają” potem w nocy po człowieku. Lepiej być miłym i nie naciskać. Jakie wnioski po ośmiu godzinach przyglądania się kotom? Kot większy nieco lubi mnie nadal, ze stresu (lub przez ruję) nie je i chyba wciąż tęskni za Gustawem (mniam-ryba lepsza od siostry???). Kot mniejszy nie boi się pralki, nie lubi obcinania pazurów, jest ,,fetniarą”, ale nie próbowałam jeszcze podawać tabletki na odrobaczanie. A może być grubo. Życzcie powodzenia…