Chapeau bas, czyli zdejm kapelusz

Piątek absurdalnie jakiś taki Hydrozagadkowy. Ładne filmoszcze. Niedługo do wciągnięcia, mniemam.

Zaczął się lipiec, co oznacza wysyłanie zaproszeń do starych ciotek. Muszę się zająć opowiadaniem, co je mam wysłać do Pro Libris, a nuż opublikują. Ale to po poniedziałku (jakaś rzeźnia uszykowana; w rolach głównych opisy bibliograficzne słowników od wieku XV do dziś i typologia związków frazeologicznych). Ruda kotofoka ma chyba ruję, ale bez wymachu stóp tylnich jest to nie do ogarnięcia. W radiu dziwactwa. Björk za tydzień, wreszcie coś, co mam przesłuchane w dłuży i szerzy, przemyślane i mogę jeść łopatką albo szpadelkiem. Cóż dodać? Czapki z głów.

Naukowo i mi(s)tycznie…

Psor: „Wreszcie dziękuję za liczne przybycie studentom. Jak to mówi król Julian – chwała wam za to, żeście wytrzymali”

Buty piją, Oli dalej nie smakuje niesłodka kawusia, a Łosiew ma swoje, niezwykle najswojsze pojmowanie metafory i mitu.

Wszystko już kiedyś się wydarzyło. Brzmi znajomo? To jednak nie serialowe słowa Leo Bena, tylko naszej Psorki. O ogrodach apteczno-edenowych. I japońskie Stawanie Się ogrodem. Ale nie że człowiek-roślina…

Więc siedzę tak i słucham. Ktośtam o wampirach, inni o Bizancjum, heretykach i synekdosze.

Kasia chyba już płynnie mówi po łacinie.

Za rok może walniem referat? Niewykluczone. Najlepiej o kotach albo fokach. Może i Rorq coś głosem zmiękczonym płynnie wyora. Orator jeden. Żaden temat nie jest wystarczająco trudny, by nie był nudny.

Kot pewnie miauczy w chatce. Ale na kabaret nie pójdzie. To nie jest nagroda za spanie na każdej, nawet możliwie najmniejszej powierzchni płaskiej. Nie żeby też od razu za pytania z d**y. Pan Skonferecyji przecież nie był historykiem, więc co go pytasz o kulturę i muzykę? Niedobra świetlówa.

Z każdym dniem oddalam się od wizji wzorcowej filolożki. Bo wiedzą nasiąkam wolniej niźli świadomością.

Jutro promujemy Pro Libris, Łaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!
Kroją się fajne perspektywy. Pers.kot.ywy.