Biophilia – RECENZJA

Björk Guðmundsdóttir ma już 46 lat (zodiakalny skorpion!). Niesamowite jest to, że nie wypala się jako artystka, bo, co jak co, nie można odebrać jej miana artystki.

W jej muzyce wciąż wiele się dzieje. Nie ma miejsca na klaskanie u Rubika. Albo u tej, jak jej tam…

Komentarze pod utworem Bjork na YT

Komentarze pod utworem Bjork na YT

Nie bez powodu Discogs nie daje jednoznacznej odpowiedzi n/t gatunku. Bo czytamy:

Electronic, Pop, Jazz, Rock, Hip Hop, Classical, Stage & Screen, Blues, Funk / Soul, Non-Music, Reggae, Folk, World, & Country, Latin, Children’s, Brass & Military

Ciężka do sklasyfikowania, pełna żywych instrumentów i przeszkadzajek, z elementami IDM-u i ambientu, klimatem zbliżonao do Volty z 2007 roku, przekracza wszelkie granice dobrego smaku. Dziesięć kawałków ze studyjnego albumu, które nie dają zasnąć (przynajmniej mi), burzą współczesne myślenie o muzyce komercyjnej. To nie są łatwe i przyjemne, popowe melodyjki do podśpiewania przez pijanego wuja Franka na weselu. Tu (znów) jest koncept, przemyślana fraza, polimetrie, partie organowe i chóralne, „wynalazki” i używanie technologii dla odkrywania nowych brzmień.

Moją największą niepewnością karmił się fakt, że początkowo album był aplikacją na iPhona (którego nie posiadam – religia mi zabrania); okazało się jednak, że mili ludzie z wytwórni wypalają także płyty za niecałe 4 dychy. Mój organizm po tej wieści przywrócił funkcje życiowe.

Są tacy, którzy Björk nie trawią wcale, irozsmakowali się sto lat temu w Violently Happy albo Big Time Sensuality i nie umieją słuchać nowszych rzeczy. A tymczasem Biophilia jest kolejnym powodem mojej miłości do tej szalonej Islandki.

Dobrze wiedzieć, że na globie wciąż robi się prawdziwą muzykę, na której domorośli krytycy muzyczni, z racji niezrozumienia tabelki potrafią tylko powiesić psy.

Bez klapek na oczach

Pomimo emocjonalnego identyfikowania się z Björk, muszę powiedzieć też jakieś słowo dla równowagi. Otóż, podobnie jak lubiana przeze mnie Kasia Nosowska, pani niespecjalnie potrafi śpiewać, do charakterystycznej barwy albo braku postawienia głosu trzeba się niestety przyzwyczaić (z drugiej strony – nie wyje jak większość pań ze sceny alternatywnej). A gdy już to nastąpi, okazuje się, że głos jest IDENTYCZNY na koncercie i na albumie, nie poprawiany nawet na milimetr. Nagrania z koncertów bogatsze są o widowisko.

W wakacje wybieramy się obejrzeć panią Brzozę, córkę Gudmunda na żywo. Wreszcie.

Ogólna ocena: nie mieści się w skali.

Reklamy

Sleek&EcoTools, czyli urodzinowe pyszności

Tak właśnie. W tym roku prezent zaprojektowałam sobie sama. I tylko dzięki ogromnej miłości mej Faderki oraz Rorqa, wszystko dotarło do mnie jeszcze przed zdmuchnięciem świeczek.

Chodzi wszak o, primo: trzy komplety pędzli EcoTools. O nich, szerzej, u vexgirl

Jakże mnie to korciło. Tanie, ekologiczne i dobrej jakości. Haczyk? Trzeba je zamawiać zza granicy, używając karty kredytowej.  I ponieważ idzie przesyłką ekonomiczną, był stres, że paczka nie dojdzie wcale. Ale…

EcoTools w kubku by Rorq

EcoTools w kubku by Rorq

 …uf. Nawet karton był z recyklingu.

Ponieważ recenzji w sieci jest tyle, co kot napłakał, postaram się w niedługim czasie coś skrobnąć. Póki co, jest dobrze. Do każdego korektora mam osobny pędzelek (beżowy i zielony na zaczerwienienia; podkładu nie używam, bo go zwyczajnie nie potrzebuję), do blendowania, wraz z tym kupionym dwa miesiące temu, są aż cztery (to miłe, będą na wymianę, gdy któryś pójdzie do prania), zaś największy tu pędzel (do różu – także kupiony wcześniej), prawie nie różni się od tego z zestawu 1 (wędruje on do Dżoli, jako że obiecałam). Baby kabuki rozczula mnie najbardziej. Żaś najmocniej trzymam kciuki za małe, precyzyjne pędzelki: shade, smudge i angle. Jak widać, większość z pędzli jest naprawdę krótkie rączki, ale w niczym to nie przeszkadza.

Nie wystawiam ich w lnianych etui, bo na stronie sklepu wszystko widać. W kubku wygodniej, a saszetki przydały mi się do innych kosmetyków, czyt. porządek w kolorówce : )

Sleek.

Sleek.

Największa z kosmetyczek jest nie większa od portfela, ale z powodzeniem mieści obie paletki Sleeka, które to są p rezentem nr 2. Co ciekawe, folia ochronna paletki Au Naturel miała nazwy kolorów. Miłe. Powyżej: Sleek Au Naturel (NOUGAT, NUBUCK, CAPPUCCINO, HONEYCOMB, TOAST, TAUPE // CONKER, MOSS, BARK, MINERAL EARTH, REGAL, NOIR) i Sunset.

Mocno napigmentowane, w większości perłowe cienie, w których po prostu się zakochałam (choć nie są wstrząso/debiloodporne: cień MOSS roztrzaskał się wczoraj na drobny pył, gdy paleta wysmyknęła mi się z ręki – poszłam więc za radą mądrzejszych ode mnie i naprawiłam metodą „na spirytus” -> gracias!). Kupione TU, choć powszechna plotka głosiła, jakoby Sleek nie jest w ogóle dostępny w Polsce.
Nadają się do każdego makijażu, a kolory, których mi ewentualnie tu brakuje, mam w cieniach mono z miss sporty (szczerze za nimi przepadam i się tego nie wstydzę).
Dołączone do zestawów aplikatory bardzo różnią się jakością od tandetnych pacynek, jakich pełno w sklepach, zaś pranie ich jest błyskawiczne i bezproblemowe.

A skoro już zamawiałam z internetu, głupio nie wziąć jakiegoś gadżeciarskiego balsamu do ust i bazy na powieki.

Babeczka typu tarta jeżynowa i e.l.f.owa baza

Babeczka typu tarta jeżynowa i e.l.f.owa baza (nie testowana na zwierzętach)

Zostaje już tylko popróbować kilka halloweenowych makijaży. Wielce zabawowe.

Strzeż się kociarzy!

No, nie wiem. Basil wykazuje rozlazłość kostno-charakterną. Ale żyje. Choć nie widać.

Doniosłam odpowiednim ludziom, że dali nam zepsutego kota z wyłącznikiem żyroskopowym. Nic to nie dało.

Fokka, jak zwykle, ma wszystko w rudym ogonie.

Absolutne dyrdymały.

Absolutne dyrdymały.

I jeszcze piosnka, która przyczepiła się do mnie w trakcie nieudanej wyprawy do serwisu-widmo z radyjkiem (niestety, nie mam pojęcia, z jakiej mańki ludzie musieli wysłuchiwać mojego wycia…):

Björk – album Biophilia

Dzieła zebrane w kolejności płytowej. Ja nie muszę się z nią mocować. Jednak kto z Was wysłucha całości, ten MISZCZ. Hm, Babcia pewnie nie wpadnie na to, że to idealny prezent urodzinowy dla Kotofoki, dlatego trzymajcie kciuki, by w kopercie od Niej znalazły się nie tylko życzenia…