Prosimy wyregulować odbiorniki…

… to jest: wyciszyć. Przedstawione postaci na filmach nie są fikcyjne.

O co idzie mi tym razem? Ano, o tożsamość. Na ile transwestytę można nazwać transgenderowcem? Czy w ogóle można tu jeszcze mówić o płci? A może raczej o wygłupach?

Temat interesował mnie od zawsze; teraz, dzięki uniwerkowi, mam tylko okazję tę wiedzę zgłębiać. I nie chodzi wcale o to, że nagle stanę się ortodoksyjną feministką, albo mam zamiar kogokolwiek ośmieszać. Zastanawiam się po prostu.

Filmy przedstawiają mężczyzn, przynajmniej metrykalnie. Taka Polinezja na przykład ma oficjalnie uznaną Trzecią Płeć i nikogo nie dziwi istnienie androgynicznych ludzi. Zachód, który nad nowinkami technicznymi, końcem świata, dyskordianizmem może przejść do porządku dziennego, taką seksualnością nadal jest zszokowany.

Ostatni „pan” jest z Polski. Wygląda jak Magda Mołek i śpiewa jak kobieta. Dresiarzom zapewne brakuje słów. Bo jak mamy nazwać pedałem gościa wyglądającego jak dupa? Radość o poranku…

Jakie cechy w sobie odkrywamy, choć kulturowo zostały nam zabrane? Niektóre dziewuchy lubią chodzić z przepoconą pachą i chodzić na ustawki. Powinnam napisać, że jest OK, bo gender leci po całości i żadna sufrażystka by się takiego image’u nie powstydziła. Ale nie. Niedobrze mi od tego. To nie stoi na równi z przegiętymi chłopcami. Chłopięca lesbijka to nie to samo co chamka siłą oderwana od pługa.

Gender swoje, a pustaki swoje.

Mam ogromne szczęście, że czuję się kobietą i lubię być kobieca. Ciało przystaje do głowy. Ale nie znaczy to, że nie mogę być zaradna, impulsywna, sarkastyczna i bezczelna.

Po raz kolejny już zachwycam się tym, że świat ludzi nie jest czarno-biały. I że cechy spreparowane na stricte męskie czy żeńskie mieszają się i nabierają miłych, choć niecodziennych dla oka, kształtów.

Krzyczę, jestem. Wiercę dziurę w brzuchu o więcej autorefleksji. Być może te wizerunki to tylko prowokacje, być może sposób życia. Nie mnie oceniać.

Reklamy

Naukowo i mi(s)tycznie…

Psor: „Wreszcie dziękuję za liczne przybycie studentom. Jak to mówi król Julian – chwała wam za to, żeście wytrzymali”

Buty piją, Oli dalej nie smakuje niesłodka kawusia, a Łosiew ma swoje, niezwykle najswojsze pojmowanie metafory i mitu.

Wszystko już kiedyś się wydarzyło. Brzmi znajomo? To jednak nie serialowe słowa Leo Bena, tylko naszej Psorki. O ogrodach apteczno-edenowych. I japońskie Stawanie Się ogrodem. Ale nie że człowiek-roślina…

Więc siedzę tak i słucham. Ktośtam o wampirach, inni o Bizancjum, heretykach i synekdosze.

Kasia chyba już płynnie mówi po łacinie.

Za rok może walniem referat? Niewykluczone. Najlepiej o kotach albo fokach. Może i Rorq coś głosem zmiękczonym płynnie wyora. Orator jeden. Żaden temat nie jest wystarczająco trudny, by nie był nudny.

Kot pewnie miauczy w chatce. Ale na kabaret nie pójdzie. To nie jest nagroda za spanie na każdej, nawet możliwie najmniejszej powierzchni płaskiej. Nie żeby też od razu za pytania z d**y. Pan Skonferecyji przecież nie był historykiem, więc co go pytasz o kulturę i muzykę? Niedobra świetlówa.

Z każdym dniem oddalam się od wizji wzorcowej filolożki. Bo wiedzą nasiąkam wolniej niźli świadomością.

Jutro promujemy Pro Libris, Łaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!
Kroją się fajne perspektywy. Pers.kot.ywy.