Podniebne mazy

Kilka zdjęć z auta, z pociągu, ciut zdjęć podróżnych, na leżakach i w oczekiwaniu na pociąg. Motywem przewodnim niech będzie pieśń:

Gdy sesja już się zbliża
I puka do mych drzwi
Ja w błękitach migdałowych
Przed egzaminem
[chcę się] skryć

W Gdańsku.

W Gdańsku.

Tu też.

Tu też.

I jeszcze tutaj. Widok z tramwaju wodnego relacji: Gdańsk-Hel.

I jeszcze tutaj. Widok z tramwaju wodnego relacji: Gdańsk-Hel.

Jeśli tafla wody jest jak lustro, a Łazienki zmienimy na jedną i to domową, to na zdjęciu widzimy sweet focię z klo...

Jeśli tafla wody jest jak lustro, a Łazienki zmienimy na jedną i to domową, to na zdjęciu widzimy sweet focię z klo…

Jeszcze w Zielonej Górze.

Jeszcze w Zielonej Górze.

W przedziale dla rowerów, gdzieś w drodze do Kutna.

W przedziale dla rowerów, gdzieś w drodze do Kutna.

Zachody nieopodal Nowej Soli.

Zachody nieopodal Nowej Soli.

Nowa Sól i pytanie na dziś: czy tylko ja widzę głowę rekina-młota na górnym pasie foty? (halo-gienki dodają charakteru...)

Nowa Sól i pytanie na dziś: czy tylko ja widzę głowę rekina-młota na górnym pasie foty? (halo-gienki dodają charakteru…)

Hakuna Matata, czyli stepy w pobliżu Żagania

Hakuna Matata, czyli stepy w pobliżu Żagania

Reklamy

Zezwierzęcenie

Dla urozmaicenia ostatnich nieaktywnych tygodni, wrzucam zdjęcia różnych, czasem przypadkowo napotkanych stworzeń. Miejcie litość – robione moim starym kalkulatorem.

Ślimak podeszczowy, zielonogórski

Ślimak podeszczowy, zielonogórski

Chleb z kota, pieczony na wolnym ogniu...

Chleb z kota, pieczony na wolnym ogniu…

Fot.: B. Pawlikowska, Blondynka w zaginionych światach, wydanie drugie, poprawione :3

Fot.: B. Pawlikowska, Blondynka Rorq w zaginionych światach, wydanie drugie, poprawione :3

Jak to dobrze, że ten kot woli przynosić czekoladki zamiast rozszarpanych myszy.

Jak to dobrze, że ten kot woli przynosić czekoladki zamiast rozszarpanych myszy.

Te dwa rude punkciki w Łazienkach to z TAQ ;)

Te dwa rude punkciki w Łazienkach to z TAQ 😉

Pan się buja po Poznaniu

Pan się buja po Poznaniu

... ogromnie bezczelny.

… ogromnie bezczelny.

Zaginiony foczy kapsel.

Zaginiony foczy kapsel.

Helskie, miłe i puchate #1

Helskie, miłe i puchate #1

Helskie, miłe i puchate #2

Helskie, miłe i puchate #2

Te foki są żagańskie i nie dołączą do mojej kolekcji...

Te foki są żagańskie i nie dołączą do mojej kolekcji…

Rycina zbiorowa.

Rycina zbiorowa.

W poszukiwaniu Starej Pomarańczarni.

W poszukiwaniu Starej Pomarańczarni.

U Wikci na make-up'owym maratonie.

U Wikci na make-up’owym maratonie.

Policz wszystkie Fok(k)i

Policz wszystkie Fok(k)i

Pyszna, waniająca stopa.

Pyszna, waniająca stopa.

Rozlane poddasznie.

Rozlane poddasznie (brawa dla tej pani za ziarno na zdjęciu).

Doktorze Laser? To ty?

Doktorze Laser? To ty?

Czy ja ci wchodzę, jak się kąpiesz?

Czy ja ci wchodzę, jak się kąpiesz?

Mamo, on zajął moją połowę!

Mamo, on zajął moją połowę!

Bonus:

Focza ciocia w burce bez okienka >.<

Focza ciocia w burce bez okienka >.<

W imieniu powyższych, zwierzęta gospodarskie, zoofagi miaucząco-na-ogon-polujące, dziękują za uwagę.

Były pociągi – była śmierć, ale była radość, bo był Hel

A co my sobie będziemy?! Film zrobimy! Materiały są, został nam montaż i narracja. Może Krysia Czubówna chciałaby nam pomóc? W końcu to z kamerą wśród zwierząt! Fok i kotów. Przepiękne widoki, których nie odda żaden film o trzeba tam być), ale przynajmniej dowiecie się, jak nasze wrażenia i to bynajmniej nie z fejsbuka rorqowego.

Co by tu jeszcze? Zjarany pysk. A nawet dwa, ale na porcelanowej cerze dużo lepiej widać malinowe wypieki. Foki cudne. Pierwszy raz na żywo zawsze chyba jest zapierający… Półwysep Helski nad Zatoką Gdańską to po prostu coś nie do opisania. Błyszcząca woda z obu stron, mnóstwo jodu, mewy, koty drzemiące na łodziach… Gratka. I oczywiście coś, co na moment pozwoliło mi oderwać się od marzeń o lofcie: Apartamentowiec FOKA!!! Ceny kupna – zabójcze, ale to w końcu nadmorskie kliteczki, więc superokazja.

Chcę, by było jasne: naprawdę robimy reportaż. Rzadko może jestem miła, za to zawsze szczera. I co prawda z podróży wrażeń jest więcej niż z samego Helu, ale przecież w pociągach, na dworcach i w miejscach, gdzie nie chciałabym znaleźć zwłok swoich wrogów, spędziliśmy w sumie 30 godzin, zaś na Helu tylko 11. Nie żałuję, będą konteksty, by lepiej rozprawiać w ElectroHead i na filolo. Tak oto podróż przedślubna pozwoliła spełnić jedno z moich wielkich, obłąkańczych marzeń (nie będę  już smęcić, że to tam miał być miesiąc miodowy). Wyjazd warty był wszystkich tych nerwów, strachu przed kibicami, marznięcia na dworcach, stania na jednej nodze przez osiem godzin w pociągu i debatowania z dresem, dlaczego to nie może puścić sobie w przedziale szmiry z telefonu (bo nie miał słuchawek, a myśmy nie pożyczyli, bo cudzych parchów nie lubimy), bo była też i kawa z automatu za 4,30 (BTW najdroższa w moim życiu), przerwa techniczna banku (terminale nie obsługiwały kart), spanie wczesnym popołudniem na plaży i zachlapane nogawki spodni, bo foki się sturlały do wody z kamyka metr od nas. A wszystko to wspomnienia. I będzie co dzieciom opowiadać. I będzie co dla polskiej kinematografii zachować. Nota bene, materiał godny Pulitzera.

Proszę, bądźcie cierpliwi. Tydzień powinien wystarczyć na montaż i załatwienie jakiejś szychy jako czytającego. Może jakieś typy? Niestety, Gustaw Holoubek  odpada. Ale za to John Cleese to byłaby gratka.

(wybaczcie jakość)

Go to Hel?

Się ma korbę, się jeździ i ogląda foki.

To może tak: pakowanie zostało, kocyk, lornetka, focze smakołyki, Depesze w słuchawkach, kserówki na kolokwia i można jechać. Będziemy 31 godzin w pociągach i jakieś 10 na Helu.  Wystarczy. Może być za zimno na kąpiele morskie, ale my tam nie po to, nie po to…

Koty jeszcze nie wiedzą. Lekarz za to wie, będę żyć, kontrolne USG za trzy miesiące.
– Ale ja się – rzekłam, żeby uniknąć jakiejś chryi – już wtedy będę inaczej nazywać…
– To nic, – spojrzał spode łba – poznam panią – dodał przejęty. – Po peselu.

I radość. Bynajmniej nie przez PESEL. Wakacje niedługo, zaślubiny, urlop. Zgodni jesteśmy z Rorq’iem w każdej niebłahej kwestii. Sprzeczamy się czasem o chleb, albo przyszłego sylwestra i różnicę czasu między Anglią i Polską. I czy kota się pierze, czy tylko wyżyma. Czyli że balanga.

Transakcja zmienno-imienna w toku. Po patetycznie wiewiórczym wniosku, kierownik USC nie miał innego wyjścia, jak podrapać się w głowę i znacząco zmarszczyć brwi. Ale przyjął. Zadzwonią do mnie. Mama mówi, że to przez zbyt trudne słownictwo. Ojciec trochę zniesmaczony, bo przecież takie genialne imię mi wybrał. Cóż.

Jak widać, turla się to nasze życie jak foka z pagórka.

Zdjęcia z wyprawy wrzucę pewnie po niedzieli.