Szepty – RECENZJA

14/6/12 – przedpremierowy pokaz na Ursynowie. Thriller (a może horror?) od stacji BBC (która, jak wiedzą wszyscy, szczyci się dobrymi produkcjami).

Jak to w Polsce bywało nie raz, nas rodzimy tytuł nijak się ma do oryginału (The Awakening). Co z rzeczy technicznych jeszcze? Reżyserem obrazu jest Nick Murphy, kompletnie nieznany mi człowiek, być może dlatego, że jak dotąd robił rzeczy raczej ,,niedziewczyńskie”. Danielowi Pembertonowi natomiast przypadło w udziale stworzenie muzyki. Kojarzyć możecie go choćby z Wrogów publicznych. Role pierwszoplanowe obsadzone zostały przez Rebeccę  Hall i Dominica Westa. Całkiem przystojna z nich para, ale równie dobrze mogliby być świeżynkami – tak bardzo ich nie jarzę.

Rysem historycznym jest Londyn roku 1920, otrząsający się ze swych traum po pierwszej wojnie światowej. Każdy radzi sobie z nimi jak potrafi. Fabuła przewiduje duchy w internacie, mordestwa oraz cyniczną, wyzwoloną absolwentkę Cambridge (bodaj), pisarkę, odzierającą ludzi z wiary w życie pozagrobowe. Kostiumy i scenografia sprawiają, że czujesz naftalinę w szafie, z której wypadają trupy z końca XIX wieku. Przemiłym akcentem jest fotografia (kolejny film po Rezerwacie, w którym tak dobrze poprowadzono ten wątek). Muzyka to poprawna konstrukcja symfoniczna spod szyldu ,,muzyki filmowej”. Jednak dla kogoś, kto potrzebuje emocjonalnego, dźwiękowego rozedrgania i popękania wszystkich czakr, co czyni np. oprawa do Rozpustnika, usłyszy prawie na pewno miłe plumkanie.

Czy The Awakening może pretendować do miana horroru?

Moim zdaniem – nie. Prawdziwy horror przeraża, w horrorze są zombiaki i Samara w studni, albo azjatyckie duchy wciągające nieszczęśników na drugą stronę lustra i dręczące chorymi odgłosami. Szepty snują raczej pełen oniryzmu dramat psychologiczny z elementami dreszczowca.

Ile jeszcze wygeneruje się tego typu filmów?

Pomysł przecież nie jest świeży. To, co oglądaliśmy w Innych czy Sierocińcu, tutaj przychodzi do nas jak bestia we fraku i z obciętymi pazurami. Zarówno klimat jest podobny, jak i konwencja ,,dziecięco-wojenna” (w The Orphanage tła historycznego w zasadzie brak). W Szeptach swoistą nowością będzie tylko sięganie do swych traum. Nie zrozumcie mnie źle – naprawdę lubię ten rodzaj kina. Ale dwa pierwsze miejsca mam już obsadzone.

Miłe niespodzianki

Numer jeden: Imelda Staunton – tutaj w roli gosposi, znana przede wszystkim z kreacji antypatycznej i apodyktycznej Dolores Umbridge z potterowych Insygniów Śmierci. W obu produkcjach wypada równie niepokojąco.

Numer dwa: majaczący gdzieś na trzecim planie gender.

Podsumowanie

Krótki romans z Szeptami wspominać będę miło. Postraszył mnie, ale nie aż tak, bym nie mogła spać w nocy. Szkoda kilku ciekawych wątków, o których zupełnie zapomniano na koniec. I szkoda też, że film niniejszy jest dowodem na trwanie postmodernizmu w jak najlepszym zdrowiu (pogłoski o jego końcu tym samym dementuję). Bo to jest tak, jakbyśmy żywili się przez rurkę wetkniętą w nasz własny żołądek.

Dziewczyna z tatuażem – RECENZJA

Pewnie pomyślicie, że zwiastun do d*** i z oglądaniem można dać sobie spokój. Ha! Właśnie, że nie. Jako że telewizji nie oglądam, to i ten trailer mnie ominął. Nie wiedziałam specjalnie, na co mam się szykować.

David Fincher, hmm, coś mi mówi to nazwisko?

Tymczasem już od pierwszych minut obrazy oczarowują. Czołówka to jakiś dziwny sublimat kleju z mąki ziemniaczanej i efektów graficznych (co oczywiście w ogóle nie ma związku z samym filmem).

Gatunek

Mądre strony głoszą, że to thriller/dramat. Podchodziłam do tego dość nieufnie. Tymczasem z minuty na minutę utwierdzałam się w przekonaniu, że takowy wyrok był prawomocny.

Historia

Gorzka, intrygująca i na pewno jej tu nie będę zdradzać. Powiem tylko, że oczywiście mogę podpiąć dramat pod kategorię feminizmu/genderu. Krzykniecie pewnie, że to już u mnie sztampa. Ale ale: to, jak mizoginizm „wylewa się” stamtąd i wsiąka w każdą porę, jest wprost niesamowite. Po godzinie siedziałam przygwożdżona do kinowego fotelika, a gardło spierzchło mi z przejęcia. Kto w tych czasach, poza Fincherem, robi jeszcze ambitne kino? (von Trier się nie liczy – to nie kino, tylko przekombinowane tripy świra)

Pytanie bynajmniej nie bierze się z genderowych przesłanek. Mowa tu o Bogu, rytuałach w czasach ponowoczesnych, gdy technika rozwija się w zastraszającym tempie. Stare spotyka się z nowym, nie tylko w odniesieniu do tej filmowej czasoprzestrzeni, ale też sposobem kręcenia. Nie zdziwiłabym się, gdyby kadry były sprawką jakiegoś reżysera-fotografa (jak w przypadku teledysków Depeche Mode – tu mowa o Antonie Corbijnie).

Estetyka

Nie wiem czemu, ale gros filmów tego typu na OST’ach ma mocne, elektroniczne podkłady (soundtrack by Trent Reznor :)), a z każdej serwerowni wychodzi zaćwiekowany pan w koszulce Nine Inch Nails.

Nie brak także stylizacji gotyckich (jak u Rooney Mara’y, która przeszła całkowitą metamorfozę, by wcielić się w rolę młodej gniewnej). I tak niuansowa dynamika uczuć skontrastowana jest z brutalizacją rzeczywistości, a to, co nowe z tradycją.

Nowy James Bond

Daniel Craig nie wadził. Za to duży plus.

Miano besteselleru

Czy książka zasłużyła sobie na nie – pojęcia nie mam (nie miałam jej jeszcze w rękach). Lecz jeśli film jest wierną adaptacją Dziewczyny z tatuażem to chapeau bas.

Ocena ogólna

Najlepiej wydane 16 złotych w ciągu ostatnich kilku tygodni. Jednak można jeszcze zrobić coś w 2D i zdruzgotać widza. Zapewne każdy inaczej podejdzie do takiego filmu i zarzuci mi nadwrażliwość – trudno. Patrzyłam na tłuszczę, zwykle siorbiącą i podgryzającą. Tym razem cisza, spokój i prawdziwy komfort bycia w kinie. Nagle Cinema City zyskało w moich oczach. Czegoś, co nie jest avatarową komedią romantyczną prosto z USA jest w takich miejscach jak na lekarstwo. A tu taka niespodzianka. To już prawie tydzień po seansie, a obrazy nadal siedzą w głowie.

Film nie dla każdego, miejscami niełatwy w odbiorze i nie ma nic wspólnego z graniem do kotleta. Ale najlepiej przekonać się na własne oczy.

Koty budapeszteńskie

Na Cytadeli.

Na Cytadeli.

Przeglądałam dziś rano karty pamięci. Znalazłam kilka zdjęć, którymi chcę się podzielić. Ja Budapeszt zapamiętam w takich właśnie migawkach.

Na początek… Papryka!

Dziób z Walking In My Shoes
Dziób z Walking In My Shoes
To jest śniadanko...

To jest śniadanko...

Rorq - paprykowy nos

Rorq - paprykowy nos

Paznokciowe brwi, paprykowy ryj

Paznokciowe brwi, paprykowy ryj

Pomniki? Wersja alternatywna.

Apple madziar werszyn
Apple madziar werszyn
W metrze (czerwona linia)

W metrze (czerwona linia)

Pan wiewiór.

Pan wiewiór.

Lećże.

Lećże.

Miłe zakątki

Galeria osobliwostek

Galeria osobliwostek

Tundra zimą

Tundra zimą

Moulin Magyar

Moulin Magyar

Okna (z dedykacją dla Gigi Jones)

Okna (z dedykacją dla Gigi Jones)

Instytut Goethego

Instytut Goethego

Instytut Polski

Przecież podpisany...

Ludki na chodnikach i znakach drogowych obowiązkowo z teczkami i w kapeluszach

Ludki na chodnikach i znakach drogowych obowiązkowo z teczkami i w kapeluszach

Widok na Parlament z Baszty Rybackiej (takiej disney'owskiej)

Widok na Parlament z Baszty Rybackiej (takiej disney'owskiej)

Kawałek Baszty

Kawałek Baszty

Widoczki z tramwaju

Widoczki z tramwaju

Fragment Placu Tysiąclecia (u zwieńczenia żółtej linii metra)

Fragment Placu Tysiąclecia (u zwieńczenia żółtej linii metra)

Muzeum Terroru

Muzeum Terroru

Dworzec kolejowy (tak, tam też był peron 9 i 3/4)

Dworzec kolejowy (tak, tam też był peron 9 i 3/4)

Jeszcze więcej okien.

Jeszcze więcej okien.

Przy Statui Wolności

Przy Statui Wolności

Kwiacia-ręka

Kwiacia-ręka

Żółte metro: bardzo płytkie, bardzo stare i przepiękne...

Żółte metro: bardzo płytkie, bardzo stare i przepiękne...

Światła na Andrassy utca.

Światła na Andrassy utca.

I jeszcze smaczki!

Galeryjka

Galeryjka

Koniki morskie (genderowi przyjaciele :))

Koniki morskie (genderowi przyjaciele :))

Torba z taką grafiką miasta to jedna z rzeczy, której nie moglam sobie odmówić.

Torba z taką grafiką miasta to jedna z rzeczy, której nie moglam sobie odmówić.

Akcent winobraniowy.

Akcent winobraniowy.

Wszędzie wyhaczę Liszta. Czytane: list. Błagam, pamiętajcie.

Wszędzie wyhaczę Liszta. Czytane: list. Błagam, pamiętajcie.

Żubrówka, panie...

Żubrówka, panie...

Mozaikowy dach Kościoła Św. Marcina odbijający się w szybach Hotelu Hilton

Mozaikowy dach Kościoła Św. Marcina odbijający się w szybach Hotelu Hilton

Jeż. Naród Madziarski ma jakąś korbę na jeże. Rorq zresztą trochę też.

Jeż. Naród Madziarski ma jakąś korbę na jeże. Rorq zresztą trochę też.

Tygiel kulturowy. Co ciekawe, dziewuszka stała tak przez dobrych kilka minut.

Tygiel kulturowy. Co ciekawe, dziewuszka stała tak przez dobrych kilka minut (nie, to jednak nie laleczka).

Post scriptum: kłaczywo.

Pamiętacie jak szukałam farby w kolorze rudego blondu? Producenci postanowili sobie ze mnie zakpić i wcisnęli ją w tubkę z jasnym blondem. Ten na zdjęciu jest właściwie idealny, ale nie. Musiałam diametralnie zmienić odcień i postarzyć się, zdaniem Oli, o jakieś pięć lat...

Pamiętacie jak szukałam farby w kolorze rudego blondu? Producenci postanowili sobie ze mnie zakpić i wcisnęli ją w tubkę z jasnym blondem. Ten na zdjęciu jest właściwie idealny, ale nie. Musiałam diametralnie zmienić odcień i postarzyć się, zdaniem Oli, o jakieś pięć lat...

Przynajmniej humor nam permanentnie dopisuje.

Przynajmniej humor nam permanentnie dopisuje.

A o co zacz z tym tytułem? Prawda jest taka, że zwierze futerkowe nie występują watahą ani w Budzie, a tym bardziej w Peszcie… To macie Shari i Rorq’a. A co!

Dla przeciwwagi…

Oto reportaż w siedmiu częściach. Mówi wszystko.