O „miazdze” na ElectroHead Party vol. 4

Piątek rozsupłał się pomału. Szczerze mówiąc, nie miałam najmniejszej ochoty wychodzić z domu. Nawet set leżał i uśmiechał się denerwująco, dokończ mnie!, jęczał. Ale dobra, skoro obiecałam (no, i  jestem przecież na plakacie) zrobię.

Od dłuższego czasu miałam klimat, by poszukać cięższych industriali. Po odrzuceniu najpierw zbyt delikatnych kawałków FLA, potem, choć miło zgrzytających, to jednak nazbyt połamanych (i wpadających w IDM?) rzeczy typu DYM, wyszło wreszcie coś takiego:

Ten tak zwany "morderczy" set (dwa ostatnie utwory nie poleciały, bowiem musiałam się streszczać...)

Ten tak zwany "morderczy" set (dwa ostatnie utwory nie poleciały, bowiem musiałam się streszczać...)

Wyroczni się podobało, mimo że „tekkno”. Skoro to noise’owy set, to jakże miałby się nie podobać? Oczywiście, jest dość monotematyczny, ale wiele zespołów robi po prostu electropolo. Bo jak można budować pieśń na jednym takcie w kółko mielonym? Niektórzy wiedzą, jak. Choćby Eisenfunk z tym swoim nieszczęsnym Pongiem

Wyrocznia dziękuje mi za taki zestaw. Radość jest w narodzie, że impreza taka udana. A cóż ja mam na to rzec?

Retrospekcja

Nerwówka, wracanie do domu po mysz laptopową, bieg przez plotki na autobus do miasta z naczesaną kokardą na czubku głowy, liczenie zapasowych kopii kopii kopii wizualizacji i playlist, niekompatybilność nauszników z kokardą, gryzące, wełniane skarpety w trampkach i zaparowane, męskie okulary.

Byliśmy w klubie na czas, w samą porę, by wysłuchać, jakimi to jesteśmy nieodpowiedzialnymi psujami. Ale mniejsza o to. Tłuszcza pomału się schodziła, w różnym stanie trzeźwości. Myślałam nawet, że rżenie strojem z hipsterów i Lady Gagi skończy się nosem z wbitym weń iPhonem. Na szczęście dobrze ucharakteryzowany kot to kot ledwie poznawalny, nawet przez tych, co to mnie dodają do kręgów w G+. Wyczuwalna ulga i brak komentarza.

W rozbiegówce Rorqa znalazło się kilka perełek, co Morawsky zaznaczył parokrotnie sugestywnym wzniesieniem rąk. Seta Joinki w połowie wysłuchałam, w połowie przegadałam, a przez moment tupnęłam nóżką. To chyba dobrze? Osobiście najlepiej bawiłam się na „pieśniach morawieckich”, może dlatego, że znów można było z Rorqiem zająć pół parkietu. Swojego seta zaś przeżyłam spokojnie popijając drugie piwko. Wyrocznia tylko, błyskając z Matrixa, nastrajała do refleksji, o której za chwilę. DJRorq zrobił zaś przegląd hitów. Parkiet huczał do samego końca (nawet na ZLAD!zie).

W międzyczasie przeprowadziliśmy z gośćmi wiele rozmów; od karnawałowego Eurodisco Party, po formułę imprezy EHP i sposoby rewaloryzacji, a sama wysłuchałam wstawionej oceny naszych setów.

Wrażenia i wnioski

1) Dobrze było wreszcie zobaczyć Dżolę; jestem też pod wrażeniem Joanny, choć na wpół śpiącej i trzeźwej jak niemowlę, to obecnej duchem i ciałem;
2) Joinka na własnej skórze przekonała się, jak to jest „po drugiej stronie” (dzięki za seta!);
3) Udowodniłam, że KAŻDY może puszczać Noise’y; nawet ktoś taki jak ja: interesujący się electro na poważnie od roku, przez trzynaście lat kształcony muzycznie, zorientowany w rocku i alternatywie, znający lepiej całe dyskografie Queen i Björk od choćby jednego albumu Depeche Mode; po prostu każdy. I nie potrzebna jest do tego Wyrocznia;
4) Po pierwszym Terrorfakcie usłyszałam: „Wreszcie!”. OK, wreszcie co? Coś ciut ambitniejszego niż zblazowane techno? Tego nie wiem. Ludzie nawet Architekta potrafią okrzyknąć mianem techna… Inny głos natomiast oświecił mnie, że ludzie nie dojrzeli do takich setów jak ten mój. Czyli co? Przejawiają jeszcze jakąkolwiek wrażliwość muzyczną, czy nie tolerują odgłosów podobnych do rysowania paznokciami po tablicy?
5) Na takiej imprezie NIE WOLNO puszczać ambitnych rzeczy. Należy przyjąć sobie za imperatyw dicho-siekę. Najlepiej chyba przenieść założenia miłych gazet faktoidalnych na grunt muzyczny: ma być dla ludzi, pod ludzi, nikogo nie obchodzą w gazecie strony z kulturą albo sztuką. Nie! Ma być o kurczakach, ziemniakach i trzymaniu kredensu: to gwarancja sukcesu (bądź grzecznym dj’em i nie biadol o satysfakcji);
6) Pod żadnym pozorem nie masz prawa się unieść (jako organizator), gdy przychodzi jakiś ktoś i rzuca tekstami w stylu, żebyś zaczął tańczyć, bo kto inny ma się ruszyć, bo inaczej jest ch*jnia. I nie waż się zwracać oczu w stronę kilkudziesięciu siedzących osób, w skupieniu medytujących nad pokalem. Kocham kino absurdu;
7) „Wstęp powinien być darmowy.” Tekst roku. Kto potrafi mi powiedzieć, kiedy to Polacy dostając coś za darmo są wdzięczni? Albo czy jeśli jesteś w klimacie i czekasz dwa miesiące na imprezę, to czy zrazi Cię 6 zł wstępu?
8 ) Chętnie odświeżyłabym formułę naszej zabawy. Może koncerty kapel w zupełności wystarczą?
9) tb808: kapitalny plakat!

Autor: tb808

Autor: tb808

electro-degustibus non disputantum, e..?

242 - od frontu

242 - od frontu

Minął rok, od kiedy Depeche Mode to dla mnie już nie tylko Enjoy The Silence, a electro to stanowczo nie techno. Tak więc dziś dzielę się z Wami tym półświatkiem – najulubieńszymi i najważniejszymi.

W większości są to kawałki zasłyszane jako pierwsze z całej dyskografii zespołów lub odkryte na nowo (jak DM).

Fokka Kotofoka & Basil Fawlty

Fokka, nie pozuj!

Fokka, nie pozuj!

Takie mam dziwne uczucie od rana. Bazyl chyba zapomniał Wam się przedstawić. I to w zasadzie miałoby sens. To, czego na zdjęciach powyżej, poniżej i wszem nie widać, to:

A) Brzuch Fokki. Wczoraj źli ludzie ją wysterylizowali. Nie liże trzewi, tylko śpi i próbuje wskakiwać. Z różnym skutkiem.
B) Ten biały wielkolud w ciapki (nie przypomina Wam trochę królika?) ma tylko trzy miesiące.  Posiada też kilka fajnych funkcji. Choćby to, że gdy go chwycić za łeb i wychylić lekko do tyłu, uruchamia się koci wyłącznik (kot leży tak sobie na kolanach w bezruchu). Bardzo przydatne, prawie tak jak „szybki program” w pralkach.

Pana, pani, zdjęcie profilowe

Pana, pani, zdjęcie profilowe

Fokka zakochała się od razu. Mały Fawlty potrzebował około dnia. W zasadzie nic dziwnego – do tej pory mieszkał z Melisą, swą rodzoną mamą. Zbliżyło ich jednak zdarzenie, które przez Was zapewne będzie zaklasyfikowane do Zabawy:

Kocia policja organizuje pościg. Sierżant Fokka Kotofoka i jej partner-żółtodziób Basil Fawlty, nieślubny syn Johna Cleese’a, pracują nad sprawą arcygroźnego złoczyńcy Doktora Lasera. Ten zaś pozostaje wciąż nieuchwytny; jest to zasługa jego zaburzeń dwubiegunowych, korpuskularno-falowych. Pościgi trwają od kilku dobrych dni i chyba CatBI zapędziło bandziora w kozi róg. Wtem narratorce osunął się palec z maszyny teleportacyjnej i Doktor Laser zniknął. Jedyny ślad to czarny, niewielki przedmiot, przypominający długopis. Policja złożyła oświadczenie, jakoby laboranci znali jego przeznaczenie…

Zostawię Was z takim cliffhangerem.

Łebki od szpilek

Łebki od szpilek

Łebki puchate z góry, rzut izometryczny

Łebki puchate z góry, rzut izometryczny

Teraz i tylko w tym momencie śpią te nasze gUpole przy muzyce, budzą się na papu. A ja robię za kociego pielęgniarza i łagodzę obyczaje depeszami. Dają radę. Śpią razem, nawzajem się myją i jedzą z jednej miski. A, i dzielą się doktorem laserem, tj. biegają za nim na zmianę.

Dzięki temu już prawie nie tęsknię za Bazią, więc chyba sukces…

Pora na policyjnego pączka i kawkę

Pora na policyjnego pączka i kawkę

Do głowy przychodzą mi różne pomysły na wykorzystanie tej kociej miłości. Hm, może zaczniemy robić teledyski do naszych ulubionych pieśni, ale kat werszyn?

Padaka

Padaka foki i królika

Co by tu jeszcze… Na żywo jest jeszcze lepiej. Zwykle to mieszanka zabawy, szurania reklamówkami o piątej rano, nawoływania (mały „gęga”, gdy tylko nie widzi Fokki na horyzoncie) i ogólnej padaki. Dziękuję za uwagę.