Jak skutecznie NIE sprzedać, czyli aukcyjna masakra

Zdarza mi się czasami buszować po Allegro. To, co ostatnio mnie rozłożyło, to pewne przyjęte konwencje sprzedaży używanych ubrań. Postaram się je w miarę sensownie sklasyfikować na użytek wpisu. Są to niepisane zasady, w jaki sposób momentalnie obrzydzić zakupy on-line. Zatem:

1. Tap Madl

+ niedopasowana bielizna, pognieciony towar i nieziemska gra dłońmi

2. Pan wieszak w roli głównej

czasem z dodatkiem drzwi, szafy lub innego gustownego tła (czy to nie jest apetyczne?!)

3. Domorosły modowy fotograf,

czyli kupujemy płaszcz a la Buka, kurtkę niezapiętą na żadnym ze zdjęć i sukienkę, którą przykrywają żakiet i stół (na reszcie fot nie uświadczymy przodu sukienki w całej okazałości…)

4. Kot w worku

tak zwane nieprzebrane morze szmat

5. BONUS

małe i większe horrory fotograficzne okraszone futrem z norek i lisów, bajecznymi landszaftami i lateksową lalą

___________________________________________________________________________

* Chlubne wyjątki

nie zapomniałam o nich; pewnego rodzaju zaskoczeniem było dla mnie oglądanie całych serii ładnie „pstrykniętych” ubrań i do tego w przyzwoitych stylizacjach

Z tysiąca zakładek dałam radę dziś przejrzeć ok. piętnastu. Czasami dziwię się ludziom, że brak im poczucia estetyki. Potem przypominam sobie, że inni dziwią się, że nie mam prawa jazdy, nie czytam Grocholi, nie oglądam telewizji i że pewnie przez to nie wiem, jak zginęła Hanka Mostowiak. Zapominam, że jednym wystarczy przepuszczenie dwóch stów „na baletach” dla poprawy samopoczucia, podczas gdy ja zatapiam się w takich chwilach w dramatach filmowych albo muzyce klasycznej. Podczas gdy inni wrzucają karykatury zdjęć swoich starych ciuchów w sieć, ja swoje po cichu wyrzucam na śmietnik. W końcu niepotrzebne mi zaszczytne miejsce w paszkwilowatej galerii jakiegoś blogera 😉

Reklamy

Kot na gigancie

Stało się. Bazia wypadła z balkonu. Potem szumiące korony drzew. Teraz zastój. A najlepsze jest to, że ma ruję, więc osiedlowe koty, jakich tu sporo będą miały używanie.
Rorq doczytał wczoraj, że w okolicy trują koty po piwnicach.
Nie wiem, co będzie, ale przyznam, że nie dostałam w życiu lepszego prezentu imieninowego. A może to ukryta kamera? Jak z dzieckiem zostawionym w supermarkecie.
Cóż – w najgorszym wypadku będę paradować po ZG bez brwi, na znak żałoby. W najlepszym: będziemy mieli do oddania kotki.

P.S. Miałam też dziś egzamin, ale to nie ma teraz w ogóle znaczenia.