Au-to-bus-ro-bi-brum-brum-bruuum!

Jakże ja nie cierpię. Pociągi, jak już wiecie, po szalonej wyprawie na Hel, przyprawiają mnie o skręt kiszek. Niestety, wcale nie lepiej jest z naszą boską komunikacją miejską.

Choćby dziś, studium neurozy. Wsiadłam z zakupami. Bo sklep tani, a my ostatnio jakoś nie rzygamy pieniążkiem. Torba ciężka, bo i książki z uczelni i szpinak na obiad, jakieś frygi drygi. Ale ziemniory w ręce, z dala od bogu ducha winnych człowieków. Czekam na śmierdzącą ósemkę; wcześniejsza mignęła mi przed nosem. Luz. Czekam.
Czekam.
I czekam.

Jest wreszcie. Z braku starych babć w zasięgu wzroku, wpadłam na karczemny pomysł, by zająć ostatnie wolne miejsce. Młodzież rozlana na krzesełkach, to i ciężko się wcisnąć „do tyłu”. Obok jakaś kobieta. Nie żeby specjalnie stara. Torba, po zaklinowaniu się między chłopaczkami i ich smartfonami, nabrała energii kinetycznej, lekko szturchając babkę. Przeprosiłam.

Koniec? A gdzie tam?!

Po dłuższej chwili człowiek się odezwał. Że walnęłam ją w operowaną rękę i żebym uważała. Przeprosiłam raz, przeproszę drugi, co mi tam. Z całego serca (nie wietrzcie podstępu).

I co? I wkurw w jej oczach, z wyrachowaniem sączony w moją stronę. Do tego sekwencje skurcz-rozkurcz w łapie. I ten wzrok i skrzypienie stawów.

Wielkie mi co dostać szpinakiem. Prych.

Tylko, ja się pytam, skąd niby miałam wiedzieć, że lekka stłuczka narobi takich „szkód moralnych” prukwie? Żeby była jasność: nie było odblaskowego trójkąta ani temblaka, ani nawet świateł postojowych, no nic.

Przesiadłam się wreszcie, bo złe fluidy tylko wzbudzają we mnie agresję. I czekam aż wysiądzie, żeby nie piorunować mnie tym zbolałym wzrokiem. ALEŻ SKĄD?!

Wysiada zaraz po mnie, na końcu, na tej zasranej pętli. I lezie za mną. Odbijam i włażę w osiedle. Ona także.

To dawaj, rura w długą z tymi ziemniorami przez osiedle, by już tylko być w domu, bo babsko lezie jakoś blisko mojej klatki, ciągnąc łapę za sobą. Żeby to tylko nie była moja sąsiadka…

Niestety, marne szanse.

Jak choćby na to, że zaburzony menel nie wlezie do tego samego autobusu i nie zacznie bezczelnie capić na cały autobus wózkiem ze śmieciami. Tamta ytuacja była przynajmniej zabawna:

Otóż moi miałam katar, a połowa pasażerów w jednym momencie (jakby na hasło: „A teraz Meksykańska Fala!!!”) wstała, przetoczyła się na drugą stronę MZKi i wcisnęła nosy w szybę drzwi. Bydlęta słaniają, że niby od smrodu. Ja natomiast mogłam z czystym sumieniem zaintonować złośliwostki nagonkowe ku żulowi. Ach! Żyć nie umierać.

Rorq coraz częściej pyta, czy dostanie skuter pod choinkę.

Biorąc pod uwagę właśnie głupie miejskie autobusy, ten pomysł jest powoli zdaje się być coraz lepszy, nawet jeśli straszyć nas mają boskie nawierzchnie…

Reklamy

Poczet Królów Facebookowych

Męczą mnie o pewnego czasu dwie rzeczy. Pierwsza jest otagowana przez:
przystanek, rozmowy, telefon, autobusy, kocie mamy, żule.
A w skrócie:

– No, no… Ostatnio oglądałam Prosto w Serce, ale chyba nie chcę wciągać się w coś nowego, jakoś mi nie podeszło… Uhm… oglądam tylko M jak Miłość i Na Wspólnej, bo Majka się skończyła…

Brrr! Czy ludzie pod pięćdziesiątkę nie mają innego hobby prócz seriali? Tragedia.

Ale ale! Co z młodymi?

Rzecz druga: <poszedł spać> <idzie na piwo> <głaszcze kota> <jest z głupkiem> <pali> <tyje> <zastanawia się>

O ile się orientuję, niegdyś to królowie mówili o sobie w trzeciej osobie… Dziś, by poczuć się fajnie, wystarczy w ten sposób wstawiać posty na FB. W końcu GG to taki gimnazjalny język programowania. Chciałabym zobaczyć te wszystkie teksty w łapkach przerobione na emotikony. Zamiast <był wczoraj na zajebistej imprezie, blanty debest> mogłaby wyskakiwać zielono-fioletowa, okrągła, zarzygana buźka.

A może powinnam odpuścić, przyjąć funkcję „zielonogórskiej celebrytki” z uśmiechem,  założyć profil na fejsie, zacząć tolerować prostaków i skończyć ze złośliwością? Może. Prawdopodobnym jest, że starość mnie złamie. To jednak jeszcze nic pewnego. A na chwilę obecną: figa z makiem – taka smakowa…