Historia zakonnicy a Islam?!

Oglądaliśmy wczoraj Nun’s Story, którą to Rorq nazwał paradokumentem, do tego wyjątkowo nudnym. Cóż… mimo Audrey w roli głównej, mam mieszane uczucia. Więc i recenzji nie będzie. Choć niespecjalnie film jako taki mnie urzekł, to jednak skłania do refleksji, którymi chcę się podzielić. [z typu: jeden z tych masakratorów, które trzeba obejrzeć]

Gul mi skoczył być może dlatego, że dotąd nie zagłębiałam się w temat zakonnego życia. Na temat kościoła mam zdanie dość niepochlebne (oszczędzę Wam jednak czytania). Fakt faktem, gdyby wkroczyć na grząski grunt genderu, skręca mi kiszki.

Pytanie zrodzone w głowie: czym to się różni od życia Muzułmanek? Prawie niczym, chyba że prawem do rodzenia i kochania swoich dzieci, dbania o wygląd (mimo chust, o których szerzej pisała Shilpa) i do seksualności (nawet jeśli tylko w alkowie). Być może powinnam się zamknąć, wszak za wystąpienie ze wspólnoty nie polewa się zakonnicy twarzy kwasem, ani nie obcina uszu i nosa. Być może w ogóle powinnam skończyć z tego typu wpisami, a pół roku temu wyjść za jakiegoś mizogina i ortodoksyjnego katolika?

Niemniej, wnioski nasuwają mi się same:
* Kobieta jest lalką; trzeba mieć nad nią władzę, bo nie umie myśleć samodzielnie;
* Patriarchat nie tylko ustawia relację mąż-żona, lecz także rości sobie prawo do gradacji na niwie duchowej (kobieta może wszak zostać pastorem, księdzem nigdy; gdy wybiera samodoskonalenie ma do wyboru zakon lub inny zakon);
* Księża nie mają obowiązku żyć w ubóstwie (przecież trzeba Mercem pojechać do chorego, ,,nie na osiołku”), zakonnice – jak najbardziej; może dlatego słyszę o kapłanach, którzy do seminarium trafili nie z powołania, a dlatego, że tak żyje się wygodnie; a nuż rzucą cię gdzieś na wieś i świat o tobie zapomni – możesz dorobić się i miłej ,,gosposi” i miłego dzidziusia z rzeczoną gosposią, o przyzwoitej kasie z posługi kapłańskiej nie zapomniwszy;
* A co skłania wierzącą kobietę do życia w ubóstwie? Stawiam na jakąś megatraumę typu nieszczęśliwa miłość lub tragiczna śmierć bliskich. Owszem, rodzą się kobiety wręcz stworzone do posługi bliźnim. Znam z legend jeden taki przypadek, być może na całą Zieloną Górę, jeden jedyny.

Bohaterka filmu – siostra Luke – bardzo chce pomagać bliźnim, jednak wciąż jest posądzana o grzech pychy. Ta niesamowita felczerka walczy ze swoimi wadami, by i tak w rezultacie być wytkniętą i by rzucane jej były kłody pod nogi. Trzeźwieje z tego katolickiego amoku dopiero, gdy przeżywa traumę związaną ze śmiercią ojca na wojnie. Gdy odchodzi z zakonu, odbiera posag (!) kiedyś wniesiony oraz symbolicznego kopa w rzyć.

Dwie i pół godziny emocjonalnego przerzucania się granatami. Choć historia ma miejsce w latach ’30 (film z 1959 roku), to i dziś wyliczać można bez końca przykłady kobiet, których status człowieka to tylko tekturowa scenografia w teatrze kukiełkowym. Pozostaje działać, by nasze córki miały lepiej lub tylko zazdrościć…

Reklamy

Informacje Shari
Enneagramiczna 4w5 (aspołeczna indywidualistka). Żyję sztuką i potrzebą jej tworzenia; żywię się słodkimi, słabymi piwami (czyt.: wegetarianka). Jestem domorosłą florystką i fryzjerką. Bawią mnie absurdalne rzeczy i abstrakcyjny humor. Wierzę w to, że człowiek bez ogromnej, dziecięcej wręcz wyobraźni jest wewnętrznie ubogi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: