Muzycznie a stylowo…

Dziś o muzyce – jednym z moich (jako że dyplom PSM II st. mam – HA!) koników.
A jak to z konikami bywa – łatwo się na nich niepostrzeżenie wyłożyć, ech…

Stylów muzycznych mamy mnóstwo.
W tym miejscu muszę rozczarować pewnego bywalca dyskotek, który był święcie przekonany, jakoby gatunków (stylów) muzycznych było „troje”, czyli (proszę o fanfary): dance, trance i techno. Uhm, zesrała się bida i płacze…

Jeśli chodzi o stylową muzę, trzeba by rozpatrywać ją chyba raczej w kategoriach „kultowej”. Wszak różne kawałki, z jakichkolwiek stylów muzycznych chwytały ludzi za serca. Kultowymi mogą być np. kawałki Metallica’i, Queen, Jimmi’ego Hendrix’a, Depeszów…
Czyli takie klasyki?
Ciekawa sprawa… Przecież to, co klasyczne w historii muzyki, można by dziś porównać do pop’u. Ludzie nie zachwycają się przeszło setką symfonii Josepha Haydna (chyba że dla celów rekreacyjnych – jako ofiary całopalnej), ale za kultowe uważać mogą koncerty Vivaldiego (nie żeby wszystkie, ale „4 Pory Roku” dają radę), albo też balety Piotra Czajkowskiego („Dziadek do orzechów”, „Jezioro łabędzie”).

Kładąc kalkę na czasach dzisiejszych ciężko przyznać, że pop jako taki (czyli nijaka, łagodna muzyka dla plebów) może zostać okrzyknięty mianem kultowego. Co najwyżej docenić możemy niektóre kawałki, bo są w jakiś sposób nowatorskie i są swoistym „przedśpiewem” (do muzyki elektronicznej, choćby), albo, bo po prostu są dobrze zrobione. I to często wystarcza, by pomylić coś takiego z kultowym.

Inna sprawa: kultem zdają się obrastać najczęściej jednak utwory komercyjne. Co niszowe, jest czczone najwyżej w domowym zaciszu. Nie oznacza to jednak wcale, że nie jest lepsza od mainstreamu.

Więc, nie tyle są klasykami, co mają klasę.

Czyli? Są napakowane nie młócką a muzyką? No, muszę przyznać, ze to szaleństwo. I niewielum się udaje.
W Polsce, za moich jeszcze czasów, pokłonić się można było Kalibrowi, Hey, ONEj (która to podzieliła się na bandę paralityków i dziewczę robiące teraz dzieci i słaby, popowy chłam), Myslovitzowi też.
I, co by wiele nie mówić, Waglewskim.

Muzyka to nie tylko nuty wygrane w odpowiednim tempie i rytmie. To też oddychanie frazą, budowanie napięcia, wreszcie: uplastycznianie, formowanie treści.

Swoją drogą, nawiązując do poprzedniego wpisu, tego z kategorii: przegadane, Fisz i Emade mogą być przykładami postmodernizmu w muzyce. Są ino tak eklektyczni…  Jest głębia, jest muzycznie. Klasa.

Czy stylowo? A, to już kwestia gustu.



Reklamy

Informacje Shari
Enneagramiczna 4w5 (aspołeczna indywidualistka). Żyję sztuką i potrzebą jej tworzenia; żywię się słodkimi, słabymi piwami (czyt.: wegetarianka). Jestem domorosłą florystką i fryzjerką. Bawią mnie absurdalne rzeczy i abstrakcyjny humor. Wierzę w to, że człowiek bez ogromnej, dziecięcej wręcz wyobraźni jest wewnętrznie ubogi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: